Hodowanie pszczół w mieście zyskuje coraz większe grono zwolenników. Moda na pszczelarstwo miejskie dotarła do Polski już jakiś czas temu i z roku na rok przybiera na sile. Ule w centrum miasta można spotkać obecnie we wszystkich światowych metropoliach. Jest to trend nie tylko ekologiczny. Dzięki temu można pokazać życie w zgodzie ze środowiskiem naturalnym. Ponadto jest to świetny sposób na produkcję własnego miodu.
Pszczelarstwo miejskie daje szansę na rewitalizację gatunków pszczół i miast. Ponad 60 procent wszystkiego, co jemy, jest efektem zapylania pszczół! Rozwój tego typu pszczelarstwa umożliwia zatem poprawę liczebności pszczół miodnych, które obecnie są narażone na ginięcie. Przyczyna tego zjawiska nie jest do końca znana, jednak przypuszcza się, że niekorzystny wpływ na pszczele rodziny mają środki owadobójcze stosowane w rolnictwie, a także monokulturowe uprawy. Zapewniają one pożywienie pszczołom tylko podczas krótkiego czasu kwitnienia jednego konkretnego gatunku. Często również przewozi się pszczoły na duże odległości w celu zapylania kwiatów w sadach, jednak takie wycieczki mogą wpływać na nie niekorzystnie. Pszczoły chorują, a kontakt z innymi rodzinami pszczelimi w ulach sprawia, że choroby szybko się rozprzestrzeniają.
Miejskie ule
Hodowla pszczół w mieście nie jest prowadzona na tak szeroką skalę, jak na terenach wiejskich. Zwykle jest to kilka uli, które mają produkować miód na użytek właściciela. Poza tym w mieście od wiosny do jesieni jest duża różnorodność kwitnących roślin w parkach, prywatnych ogrodach i działkach. Na terenach miejskich przeważnie nie stosuje się chemicznych środków ochrony roślin, dlatego pszczoły są mniej narażone na ewentualne choroby. Początkowo istniało wiele wątpliwości, czy miód miejski jest zdrowy, jednak nie znaleziono w nim podwyższonego poziomu zanieczyszczeń.
Miejska pasieka znajduje się między innymi na dachu Teatru Studio w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. PKiN jest zabytkiem, dlatego ustawienie pasieki na jego dachu nie było proste. Poprzedziły je liczne ustalenia i uzgodnienia z władzami obiektu oraz Stołecznym Konserwatorem Zabytków. W Warszawie znajduje się ponad 400 uli, a najbardziej znana pasieka została założona na dachu luksusowego hotelu Regent na rogu ulic Spacerowej i Belwederskiej. Tamtejsze pszczoły zbierają nektar głównie w Łazienkach. Przepisy dotyczące pszczół zmieniły się dopiero w 2014 roku. Pozwoliły one na legalne i pełne hodowanie pszczół w mieście.
Jak smakuje miejski miód?
Miejskie pasieki bardzo dobrze funkcjonują w wielu europejskich miastach, np. w Londynie czy Kopenhadze. Dzięki różnorodności roślin gwarantowanej przez miasto, miód w nim produkowany ma ciekawy smak. Zwolennicy miejskiego pszczelarstwa podkreślają, że różnorodność roślin parków miejskich ma wpływ nie tylko na niepowtarzalny smak, ale i kolor miodu. Dodatkowo średnia temperatura w mieście jest zawsze wyższa niż na wsi. Ciepło skłania pszczoły do częstszych lotów, co w efekcie powiększa zbiory miodu. Nie jest tajemnicą, że powietrze w miastach jest dużo bardziej zanieczyszczone niż na wsiach, jednak pszczoły doskonale radzą sobie z metalami ciężkimi. Potrafią je przetworzyć i pozbyć się ich podczas filtrowania miodu. Dzięki temu miejskie miody nie są mniej zdrowe niż te z tradycyjnych pasiek. Dużo gorzej jest z chemią rolniczą, z którą pszczoły sobie nie radzą. Środowisko miejskie jest zatem bardzo dobrym miejscem do założenia pasieki.
Wymagania wobec miejskiego
pszczelarstwa
Przepisy dopuszczają hodowlę pszczół pod kilkoma warunkami. Przede wszystkim w wybranym miejscu pasieki nie może być wejścia dla przypadkowych osób. Miejsce to powinno być również oznakowane odpowiednimi tablicami. Co najważniejsze, ule muszą być usytuowane co najmniej 10 metrów od granicy nieruchomości lub drogi. Odstęp może być mniejszy tylko w przypadku, gdy zgodę wyrazi na to właściciel sąsiedniej nieruchomości. W miastach istnieje prawdopodobieństwo, że hodowla pszczół nie spodoba się najbliższym sąsiadom. W takim wypadku warto umiejscowić ule tak, aby były dla nich jak najmniej uciążliwe. Trzeba także pamiętać, że pszczoły to nie osy. Nie lecą do cukru, ani nie są zainteresowane codziennymi aktywnościami ludzi. Nieprowokowana pszczoła nikomu nie wyrządzi krzywdy.